ukryj
pokaż

Rejestracja do przychodni:

77 441 6004 - 05

77 441 6007 - 08

Rejestracja: Tomograf / Rezonans:

77 441 6154

e-mail: Mammografia przesiewowa

Home

 

Dr David Servan Schreiber, autor „Antyraka”,  20 lat temu, a miał wówczas 31 lat, dowiedział się, że ma guza złośliwego mózgu. Jak sam pisze „przeszedłem konwencjonalne leczenie i udało się osiągnąć remisję, ale później nastąpił nawrót. Postanowiłem wówczas dowiedzieć się wszystkiego, co mogło pomóc mojemu ciału bronić się przed tą chorobą. (…) Już od siedmiu lat (książka została wydana w USA w 2007 r., w Polsce w 2010 r. – KR.) panuję nad rakiem”.
      Książka „Antyrak” jest nieocenionym przewodnikiem po sposobach stymulowania mechanizmów obronnych ludzkiego organizmu do walki z guzami. Odpowiada też na podstawowe dla życia i zdrowia pytania: jaki tryb życia prowadzić, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka? Co robić, aby zahamować rozwój choroby i jej nawrót? Co jeść a jakich potraw bezwzględnie unikać? Opisuje naturalne metody, przyczyniające się zarówno do zapobiegania nowotworom, jak i wspomagające walkę z nimi, stanowiąc uzupełnienie tradycyjnych metod chirurgii, radioterapii i chemioterapii. Podkreśla jednak zdecydowanie, że informacje zawarte w książce nie mogą zastąpić opinii lekarza zaś sama publikacja nie może być wykorzystywana przy stawianiu diagnoz lub wybieraniu terapii.
     Dr Servan Schreiber w trakcie zapoznawania się z niezwykle bogatą światową literaturą, dotyczącą naturalnych metod zapobiegania nowotworom, doszedł do wniosku „ że dostępne na temat raka wiadomości są często fragmentaryczne i rozproszone. Znaczenie tych informacji mogłem docenić w pełni dopiero wtedy, gdy je zebrałem i połączyłem”.  A wniosek nasuwał się sam, a mianowicie, że „gdy weźmiemy pod uwagę wszystkie dane naukowe możemy dostrzec, jak istotną rolę w walce z rakiem odgrywają nasze naturalne mechanizmy obronne. (…) Choć w każdym z nas tkwi uśpiony, potencjalny nowotwór, każdy ma również ciało „zaprojektowane do walki z rozwojem guzów. To od nas zależy czy wykorzystamy naturalne systemy obronne organizmu.”
     Statystyki pokazują – dowodzi autor -  że owe systemy ludzie innych kultur wykorzystują znacznie lepiej niż mieszkańcy krajów Zachodu. Np. w krajach azjatyckich raki piersi, okrężnicy czy prostaty występują z częstotliwością od 7 do 60 razy mniejszą niż w krajach Zachodu. Co więcej – badanie prostat Azjatów, którzy zmarli przed 50. rokiem życia, wykazuje obecność tylu samo przedrakowych guzów, co u mężczyzn Zachodu. Nie ulega wątpliwości, że musi być coś w ich sposobie życia, co powstrzymuje rozwój guzów a jednocześnie coś, co osłabia mechanizmy obronne u mężczyzn Zachodu.
    Nie jest też prawdą, twierdzi autor,  że „występowanie nowotworów jest przede wszystkim uwarunkowane  genetycznie i nie ma związku ze stylem życia”. Otóż badania dowodzą (m.in. szwedzkich uczonych nad bliźniętami  jednojajowymi - KR), że „styl życia ma podstawowe znaczenie dla podatności na raka” a "(…) czynniki genetyczne są przyczyną nie więcej niż 15 proc. zgonów z powodu raka”. Innymi słowy: „nie wisi nad nami genetyczny wyrok. Wszyscy możemy nauczyć się bronić”. 
   W swojej książce dr Servan Schreiber przedstawia nowy pogląd na mechanizmy choroby nowotworowej, odwołując się „do podstawowych, lecz wciąż jeszcze mało znanych zasad działania układu odpornościowego, do odkrycia procesów zapalnych, warunkujących rozwój guzów nowotworowych, i możliwości zablokowania ich rozprzestrzeniania się poprzez uniemożliwienie nowym naczyniom krwionośnym dostarczania im pożywienia”.
   Jedna z kluczowych hipotez na temat przyczyn rozwoju guzów nowotworowych łączy się z odkryciem dokonanym w latach 60. przez amerykańskiego badacza prof. Judaha Folkmana, a mianowicie, że rak nie może się rozwinąć, jeśli nie zdoła wytworzyć odpowiedniej sieci kapilarów, czyli naczyń krwionośnych, dostarczających komórkom tlen i substancje odżywcze, (jak też odprowadzających odpady z procesów metabolicznych). Skoro guzy nowotworowe rosną bardzo szybko to również naczynia krwionośne muszą się szybko rozwijać. Proces ten badacz nazwał angiogenezą  (z greckiego angio - naczynie, genesis – narodziny). Sama angiogeneza jest skądinąd procesem naturalnym, występującym m.in. po menstruacji lub przy zranieniach, aczkolwiek jego mechanizm „sam się ogranicza” i pozostaje pod ścisłą kontrolą organizmu.  Niestety, komórki rakowe, tzw. mikroguzy, w określonych sytuacjach przejmują tę kontrolę, gdyż naczynia krwionośne są niezbędne dla odżywiania i wzrostu guza. Można zatem zapobiec jego rozwojowi, uniemożliwiając rozwój naczyń krwionośnych.
   Oczywiście przemysł farmaceutyczny nie ustaje w poszukiwaniach leków, które w komórkach rakowych będą zatrzymywać proces angiogenezy. Nie brakuje osiągnięć, ale i rozczarowań.  Dlatego dr Servan-Schreiber postuluje, aby „zamiast czekać na cudowne lekarstwo” spróbować „wykorzystać metody naturalne, które silnie wpływają na angiogenezę nie powodując efektów ubocznych”.
    Niebagatelne znaczenie ogrywa w nich właściwa dieta, obfitująca w owoce, warzywa, zioła, nasiona, która z kolei prof. Richardowi Beliveau, biochemikowi, szefowi jednego z największych na świecie laboratoriów medycyny molekularnej, specjalizującego się w badaniu biologii nowotworów złośliwych, otworzyła oczy na to, co zdrowa dieta może uczynić z rakiem.Także na jego doświadczenia powołuje się autor książki „Antyrak”.
    Swego czasu prof. Beliveau przez kolegę z oddziału hematoonkologii kliniki dziecięcej zainspirowany został do poszukiwań metod ograniczania toksyczności i zwiększania skuteczności chemioterapii i radioterapii w leczeniu białaczek u dzieci. Profesor nie bez wewnętrznych oporów przyjął pomysł zajęcia się tym tematem „ (…) nawet gdyby miało się to wiązać z dietą”, jak podkreślał kolega; dieta była bowiem zupełnie obca farmakologii medycznej, którą jako biochemik praktykował od 20 lat.
   Tym niemniej szukając pomysłów w prestiżowym czasopiśmie „Nature” zetknął się z artykułem, w którym  szwedzcy badacze przedstawili dane, ukazujące wpływ zielonej herbaty na blokowanie angiogenezy. Ten oraz inne jeszcze tropy skierowały myśli Beliveau w stronę produktów spożywczych i ich właściwości.
    Laboratorium molekularne, którym kierował, a także jego kilkudziesięcioosobowy zespół badaczy świetnie nadawały się do poszukiwania antyrakowych produktów spożywczych.  Było jednak istotne „ale”: skoro żywności nie da się opatentować to przecież nie można liczyć na rentowność takich badań? Kto zatem miałby za nie płacić? Wyglądało na to, że „temat-problem” zostanie odłożony ad acta…
   Stało się jednak inaczej za sprawą skądinąd  smutnych wydarzeń. Otóż przyjaciel Beliveau zachorował na raka trzustki, którego wykryto w stadium tak zaawansowanym, że lekarze dali choremu zaledwie kilka miesięcy życia. Szukając ratunku u Beliveau żona oraz chory przyjaciel deklarowali, że skorzystają z każdej sugestii, która może pomóc w chorobie.
    W ten sposób Beliveau został zmobilizowany do działań. Przejrzał ogromną bazę artykułów na temat produktów spożywczych przedstawianych jako antyrakowe. Obliczył zawartość fitochemikaliów możliwych do uzyskania z nich z ilości używanych do przyrządzania posiłków. Oszacował też stopień ich wchłaniania przez układ pokarmowy i tkanki.  W ten sposób stworzył listę produktów antyrakowych, na której znalazły się m.in. różne rodzaje kapusty, brokuły, czosnek, soja, zielona herbata, maliny, jagody, gorzka czekolada.    Chory musiał je jeść codziennie. Ponadto jego dieta została pozbawiona wszelkich tłuszczy z wyjątkiem olejów z oliwek, rzepaku i siemienia lnianego.
     Żona przyjaciela skrupulatnie stosowała się do zaleceń. Po dwóch tygodniach chory po raz pierwszy od 4 miesięcy wstał z łóżka. Jego stan zdrowia poprawiał się z dnia na dzień. Guz trzustki zmniejszył się i długo utrzymywał na stabilnym poziomie.
     Przyjaciel prof. Beliveau przeżył 4,5 roku, podróżując i realizując swoje pasje. Jego nowojorski onkolog przyznał, że nigdy z czymś podobnym się nie zetknął….
„Pierwszy raz dałem komuś takie zalecenia – mówiąc to profesor  Beliveau niemal się czerwieni. – Pojedynczy przypadek , nie należało wyciągać z niego żadnych wniosków. Ale gdyby jednak było to możliwe?...” (Antyrak s.146).  I dalej stwierdza: „(…) gdyby poproszono mnie o opracowanie diety maksymalnie wspomagającej rozwój raka, nie zdołałbym wymyślić niczego lepszego od naszej codziennej diety!” (Antyrak s.148).
     Bo niestety, niektóre rodzaje pożywienia stanowią wręcz „nawóz” dla nowotworowych guzów (np. cukier rafinowany), gdy tymczasem inne pokarmy zawierają z kolei mnóstwo związków antyrakowych. Od nas i tylko od nas zależy, który model diety wybierzemy...
      Pożywieniem antyrakowym są bez wątpienia rośliny.  Ponieważ „nie mogą uciec”, by obronić się przed naturalnymi wrogami - bakteriami, owadami, niesprzyjającą pogodą - ewolucja musiała wyposażyć je w związki zdolne je bronić. Te związki, nazywane fitochemicznymi, posiadają właściwości niszczące mikroby, grzyby oraz insekty. Są też utleniaczami, chroniącymi komórki roślin przed wilgocią i promieniami słonecznymi („nie pozwalają na utworzenie komórkowej „rdzy”, gdy kruche mechanizmy komórki są narażone na korozyjne działanie tlenu” – s.150). Ale co najważniejsze: mają bardzo pozytywny wpływ także na organizm człowieka, na jego  system immunologiczny. A „wszystko co wzmacnia cenne komórki układu odpornościowego wstrzymuje tym samym rozwój raka”.
   Wykaz tych rośkin autor „Antyraka” zapożyczył z drugiej z rekomendowanych publikacji, a mianowicie z książki „Dieta w walce z rakiem” prof. Beliveau i dr. Gingrasa. W przedmowie  do wydania polskiego prof. dr hab.n.med. Kazimierz Sułek z Wojskowego Instytutu Medycyny w Warszawie stwierdza m.in. „Oto naukowcy zaangażowani w podstawowe badania nad rakiem prezentują niedoceniony aspekt wiedzy, dotyczący wpływu odżywiania na powstawanie, rozwój i leczenie nowotworów. (…). Badania wykazały, że wiele naturalnych produktów spożywczych zawiera substancje przeciwnowotworowe: bioflawonoidy, kwasy fenolowe, stilbeny, lignany. To one nadają kolor, smak i zapach roślinom jadalnym, ale mają też wpływ na czynność genów, sprzyjają namnażaniu lub śmierci komórek. Jest to kształcąca lektura nie tylko dla chorych, ich lekarzy i terapeutów, ale również dla wszystkich zdrowych, którzy chcą uniknąć zachorowania”. 
      Z kolei prof. dr. hab. Marek Naruszewicz z Akademii Medycznej w Warszawie w drugiej przedmowie podkreśla, iż w kwestii „relacji między żywieniem a powstawaniem nowotworów, jest to (czyt. książka „Dieta w walce z rakiem”- KR), moim zdaniem, jedno z najlepszych obecnie opracowań na świecie”.
      Bardzo trafnie ujął też clou publikacji inny przedmówca tudzież recenzent, a mianowicie Pierre Bruneau stwierdzając, iż „Książka ta powinna stać się podstawową lekturą dla wszystkich, którzy interesują się rakiem – bezpośrednio, z racji choroby, oraz pośrednio, ponieważ boją się zachorowania. (…) Specjaliści często podkreślają znaczenie właściwego odżywiania dla zachowania zdrowia, ale autorzy tej książki idą znacznie dalej pokazując, że pokarmy tak pospolite jak kapusta, czosnek czy jagody zawierają składniki niezwykle silnie zwalczające raka u samego źródła, zapobiegając wystąpieniu choroby. Jedzenie to nie tylko fizjologiczna przyjemność i konieczność, ale także najprostszy i najbardziej naturalny sposób aktywnego zbrojenia się przeciw tak niebezpiecznej chorobie, jaką jest rak. Jestem przekonany, że ta książka trwale zmodyfikuje postrzeganie przez czytelników raka i skłonni ich do działań, zapobiegających jego wystąpieniu”.
     I jeszcze jedna opinia, tym razem Williama W. Li prezesa Fundacji Angiogenezy w Cambridge: „Książka po raz pierwszy pokazuje, w jaki sposób za pomocą diety można powstrzymać angiogenezę zmian rakowych, czyli powstawanie nowych naczyń krwionośnych, odżywiających komórki nowotworowe. Montrealskie laboratorium doktora Beliveau pierwsze opracowało nowoczesne metody skrupulatnych i szczegółowych badań zależności między dietą a  angiogenezą. Sam doktor Beliveau należy do wizjonerów nowej, naukowej dietetyki".
    W powyższych stwierdzeniach znakomitych autorytetów medycyny, którzy zachęcają do lektury książki, nie ma ani grama słów, które można by uznać za jedynie marketingowe chwyty, zastosowane dla zwabienia potencjalnego nabywcy. Książka jest niezwykła, zarówno pod  względem zawartych treści i opisów prowadzonych badań, jak też stylistyki, użytej do opisania tego wszystkiego. I co najważniejsze – jej zapisy niemal dosłownie „otwierają uszy i oczy” na nie do przecenienia  rolę diety roślinnej w naszym codziennym żywieniu. Absolutnie nie są to zachęty bez pokrycia. Autorzy w niezwykle klarowny sposób ukazują skomplikowane reakcje, zachodzące na poziomie komórki organizmu ludzkiego podczas spożywania takich czy innych potraw. A człowiek i jego ciało to przecież jedno wielkie laboratorium i fabryka zarazem…
     Autorzy „Diety…”, posługując się badaniami naukowymi oraz statystyką, przekonują także do zmiany postaw wobec czynników zwiększających ryzyko zachorowania na raka. Wielu ludzi jest bowiem mylnie przekonanych, że wobec raka jest bezsilny. Ich zdaniem rak jest od ludzkich starań niezależny i nie da się go wyleczyć.
     Taka postawa jest niemal powszechna, co potwierdzają sondaże. Wynika z nich m.in., że aż blisko 90 proc. Amerykanów uważa, iż zachorowanie na raka jest uwarunkowane genetycznie a ponad 80 proc. -  że na chorobę mają wpływ czynniki środowiskowe (skażenia przemysłowe, resztki pestycydów w żywności). To wszystko sprawia, że ludzie generalnie nie wierzą w możliwość zapobiegania rakowi; aż połowa badanych uważa, że jest to mało prawdopodobne lub wręcz niemożliwe.
      Tymczasem prawda jest następująca: za 30 proc. nowotworów złośliwych odpowiada palenie tytoniu, za drugie 30 proc. – nieodpowiednie odżywianie, za 15 proc.- czynniki dziedziczne, za 5 proc. – otyłość i brak aktywności fizycznej, za 5 proc. – zagrożenia zawodowe, za 5 proc. – infekcje, za 3 proc. – spożywanie alkoholu, za 2 proc - narażenie na promieniowanie UV, za 2 proc. - na narkotyki, za 2 proc. – skażenie środowiska. Wynika z tego jasno, że za co najmniej 70 proc. zachorowań odpowiadają czynniki, na które każdy z nas ma wpływ. A jednym z najistotniejszych, na równi z nałogiem tytoniowym, jest właśnie nieodpowiednie odżywianie.
      „Zakwestionowanie fałszywych wyobrażeń na temat czynników rakotwórczych jest istotne ponieważ skłania nas do zmodyfikowania fatalistycznego podejścia do choroby i spojrzenia na problem pod innym kątem – twierdzą autorzy „Diety…”. - Jeśli dwie trzecie zachorowań jest wynikiem oddziaływania czynników zewnętrznych, związanych z naszymi codziennymi nawykami, czy nie oznacza to, że możemy uniknąć dwóch trzecich przypadków raka, modyfikując tryb naszego życia?

Opolskie Centrum Onkologii w Opolu 

Opolskie Centrum Onkologii w Opolu jest samodzielnym publicznym zakładem opieki zdrowotnej. Zajmuje się diagnostyką i leczeniem wszystkich rodzajów schorzeń nowotworowych.

Opieką onkologiczną obejmuje wszystkich mieszkańców Opolszczyzny chorych na nowotwory, a także z województw sąsiednich. Co roku rośnie liczba pacjentów leczonych w Opolskim Centrum Onkologii.